Miłobędzyn

Miłobędzyn miejscowość na granicy z Sierpcem. Tu po urodzeniu jeśli byłem w stanie to mieszkałem. Ojciec kupił gospodarstwo, zabrał do siebie rodziców, a moich dziadków, po ich przygodach z zięciem. Część PGR zakręcił, czyli dał więcej, ale badziewia (słaba klasa i na wzniesieniu) i dalej, za wsią, a to przy domu zabrał. Później ojciec zdał hektary za rentę, co było bardzo dobrym pomysłem, a zostawił sobie siedlisko. Po śmierci udało się je przepisać, bo nie wiadomo czemu chętnych się zrobiło, jak sępów. Przez to się pokłóciłem z chrzestną. Jednak działki zostały u mnie i siostry. Teraz mam dwie sąsiadujące z sobą 8 i 21 arów. Budynki są rozebrane. Zastanawiam się czy sprzedać, czy coś tam robić. Jak próbowałem robić, to ludzie z dawnego PGR kradli jak się tylko dało. Kradli nie tylko oni, im się zresztą nie dziwię, bo może i pracy nie było. Teraz jednak jak ktoś mówi, że nie ma pracy, to jest nydus po prostu. Jak miałem pole kapusty, opryskałem to co zostało i kolejna partia miała być po 2 tygodniach, jak rozłoży się środek owadobójczy. Kapusta .. zginęła. Sąsiadowi króliki padły. Wsiekał się bezczelny, że mu nie powiedziałem o pryskaniu. Ponoć przy rowie zbieral dla nich mlecz. Tylko czemu zginęła kapusta, a ... mleczu tam i tak nie było. Rów był tylko od jednej strony i wcześniej przez krowy wypasiony, więc bezczelnie kłamał. Mieszkać i pilnować ? Niech jadą lepiej do Irlandii. Działka chwilę poczeka, a później zobaczymy czy czegoś tam nie zorganizuję. Ubezpieczy się, a niech ich później firma ubezpieczeniowa gania.

napisał, Andrzej Wilczak